Mielżyński – Wino w cenie producenta

Ciekawa promocja u Mielżyńskiego?

Wczoraj na Winicjatywie przeczytałem wpis  Wojtka Bońkowskiego do dyskusji po artykule Kij w mrowisko o nowej promocji u Mielżyńskiego.

Ciekawy dopisek do dyskusji o „naciskaniu dostawców”. Może nawet Mielżyński czytał tę dyskusję?

„W ramach akcji, co dwa tygodnie będzie się pojawiać w naszej ofercie wino
w specjalnej cenie wynegocjowanej z producentem. „

Postanowiłem przyjrzeć się tej promocji „wina w cenie producenta”. Może to coś ciekawego?

Już na samym początku ten plakat mnie zawiódł. Dlaczego? Bo upust 5 zł przy cenie detalicznej wynoszącej 39,90 zł jest upustem rzędu 12,5%, czyli niewielkim (stanowi około 25%v marży). Mielżyński mógłby obniżyć spokojnie cenę na wszystkie wina o 15% i nadal te wina byłyby sprzedawane z dobrą marżą.

Nie wiem, jakie upusty ma Tannico, ale sprzedaje to wino za 30 zł. Tutaj cena jest podobna.

Dobrze, że przynajmniej na to wino cena będzie trochę niższa, ale nazywanie tego „naciskaniem dostawców” jest śmieszne. Nazwałbym to raczej „naciskaniem na Mielżyńskiego”. Jakoś trzeba było przemycić tę reklamę do tekstu. Ha, ha. Zamiast naciskać na producentów o dodatkowy upust rzędu 10%, sam mógłby obniżyć cenę o 20-30% na jedno wino co 2 tygodnie. Bez zbytniego uszczerbku dla obrotu.

To jest dobry pomysł marketingowy. Mielzyński chce pokazać, że jego ceny są wyższe tylko o 15% od cen producenta. To pomysł w stylu: O, patrzcie, jak ja tanio sprzedaję wina!! Szkoda, że na promocję nie wybrali wina z Hiszpanii, gdzie marże są najniższe w Europie. Okazałoby się, że cena jest wyższa o 50% od „ceny producenta”.

Znam przykłady z Włoch (Toskania), gdzie cena w winnicy jest 36 euro a na eksport 14 euro, czyli spokojnie, nawet „polscy importerzy” mogliby się zmieścić w promocji „wino w cenie producenta”. Fajne hasło, tylko trochę w tym ściemy, bo to jest „cena detaliczna  u producenta”. Reklama musi być pewnym uproszczeniem, dlatego zawsze można przemycić niedopowiedzenie. Chociaż uzyskanie jednorazowego dodatkowego upustu rzędu 10% zawsze jest możliwe. Niestety na stronie producenta nie są podane ceny detaliczne, dlatego nie mogłem ich porównać.

Dlatego dla mnie to bardziej zabieg marketingowy niż rzeczywista okazja.

Czy była szansa, aby ta promocja stała się prawdziwym hitem? Tak, jeżeli cena tego wina po rabacie wynosiłaby 24,90 zł. Dlaczego?

Bo na tym polega specjalna promocja, którą od lat stosują markety i dyskonty.

Nawet w dyskontach i marketach spotykamy codziennie rabaty specjalne rzędu 30%. Skąd to się bierze? Z wysokich narzutów w dyskontach? Na pewno nie. Narzuty są na poziomie 20- 30%. To skąd tak duże rabaty? Bo przy specjalnych promocjach markety wymuszają od dostawców specjalne upusty rzędu 10% i same redukują marżę, np. do 10%. Wtedy 10% rabat od producenta plus własny rabat 20% daje w sumie bardzo atrakcyjny rabat 30%. I to na produkty gdzie narzut jest niski, nie tak jak na wina np. u Mielżyńskiego. Wobec tego, gdyby Mielżyński traktował swoich klientów poważnie zastosowałby w tej promocji upust rzędu 30-35%.

Wobec tego, dlaczego tego nie robi? Nie wiem. Może ze względu na wizerunek? To byłoby przyznanie się do wysokiego narzutu, którą oczywiście stosuje od samego początku. Co innego podejrzenie a co innego widoczne dowody. W rzeczywistości Mielżyński ma narzut bardzo przyzwoity (jak na butik). Może po prostu nie musi, bo dobrze sprzedają się jego wina? Gdyby zastosował upust 30%, to cena byłaby rewelacyjna. A tak trochę marnuje szansę na ciekawą promocję.

Dlatego to tylko tani chwyt marketingowy. Tani, bo upust jest symboliczny. Nawet w Lidlu czy Biedronce na wina są większe upusty. I to przy niższych narzutach niż u Mielżyńskiego.

 

 

 

Dodaj komentarz