O Biedronce raz jeszcze.

Minęły już 2 tygodnie od czasu kiedy na Winicjatywie ukazał się wpis o najnowszej ofercie Biedronki . Od tego czasu  na innych blogach pojawiło się również kilka recenzji tej oferty. Z jednymi się zgadzam z innymi nie.

Poza tym w dyskusji do tego artykułu ukazało się kilka nowych głosów, tych, którzy kierując się opinią redaktora, zakupili polecane wina i się zawiedli. Oczywiście nie wszystkim wina muszą smakować tak samo. To jest normalne. Dlatego tak samo może być z opiniami Parkera, Gambero Rosso, Wine Spectatora, Wine Enthusiast, Decantera i wielu, wielu innych przewodników i magazynów, które są często deprecjonowane przez Winicjatywę. Każdy ma subiektywne odczucie smaku i tylko niektórym udało się przebić do szerszej publiczności. Parker jest najbardziej znany i szanowany w USA , dlatego zapewne odpowiada najbardziej ich gustom. A deprecjonowanie jakiegokolwiek z tych przewodników świadczy o kompleksie autorów.

Mnie najlepiej oceniane przez red. Bońkowskiego wina smakowały podobnie, dlatego w tym przypadku nie różnimy się zbytnio.

Do oferty dyskontów podchodzę trochę inaczej niż do problemu dobre, nie dobre. Bo tutaj cena gra kluczową rolę. Te wina spełniają podstawowy warunek: są w doskonałych cenach, przy zadowalającej jakości. Kilka dni temu rozmawiałem z importerem i powiedział mi, że jego wino także znalazło się w ofercie dyskontu i kosztowało połowę tego, co u niego na półce.!! Pomimo tego, że miał „normalną, przyzwoitą” marżę. Biorąc pod uwagę sukces, jaki odniosły w Polsce dyskonty, możemy przypuszczać , że ich filozofia i selekcja są bardzo dobre. Dobre na nasz rynek. I zaklinanie rzeczywistości niewiele tutaj zmieni.

Importer ma pecha kiedy jego wino znalazło się w ofercie dyskontów, to prawie zawsze cena tego wina jest o połowę niższa. Dlaczego? Czy tylko dzięki większym zakupom? Czy przypadkiem dyskonty nie maja dużo niższej marży (o czym ja jestem przeświadczony)?

Na marginesie recenzji o Grandes Vinos y Viñedos Cariñena Monasterio de las Viñas Crianza 2010 muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy.

Jest coś, co mi się nie podoba w niektórych recenzjach red. Bońkowskiego. Lekceważący stosunek do klientów Biedronki. Pogardliwy wtręt o Marianie i Grażynie jest przejawem wielkiej pychy.

Grandes Vinos y Viñedos Cariñena Monasterio de las Viñas Crianza 2010

Pijalne, choć bardzo hiszpańskie, trzeba lubić ten pachnący niemal jak nafta olejek dębowy i suchą taninę na podniebieniu. Za 16,99 zł w porządku, zadowoli Mariana i Grażynę, którzy zawsze lubią Crianzę. Ale trochę mi brakło ciekawego oldskulu poprzedniego rocznika 2008, a przede wszystkim wobec wielu dobrych win w tej ofercie nie jest to w ogóle polecany zakup. ♥♡ (VI 2016)

Po pierwsze dziwi mnie to zdanie: „wobec wielu dobrych win w tej ofercie”, bo w wstępie do artykułu jest napisane:

Wyśmienitych win w tej ofercie nie ma, jest 7 zdecydowanie wartych zakupu (6 czerwonych i 1 białe – pełne opisy i oceny znajdziecie poniżej), reszta to przeciętna marketowa masówka lub okropne kity.

Jeżeli win jest 36 a wartych zakupu jest tylko 7, to chyba tych dobrych nie jest aż tak wiele?

Czy  zatem Marian i Grażyna mają się czuć gorszymi, bo im to wino „powinno smakować”?

Marian i Grażyna, mam dla Was dobrą wiadomość. Nie musicie się zgadzać z red. Bońkowskim. Jeśli to wino Wam smakuje to znaczy, że jest dobre, a może nawet bardzo dobre.

Na zdjęciu prezentowanym przy tej recenzji jest rocznik 2008 z naklejką 89 pkt. Wine Advocate. Nie wiem, czy rocznik 2010 ma także taką naklejkę, bo to by mi wiele wyjaśniało?

Postaram się to wino zakupić w najbliższym czasie, a wrażenia opisać!!

Właściwie to powinienem kupować i próbować te wina, które red. Bońkowskiemu nie smakują, to zapewne będę miał większą przyjemność z ich picia. Ha, ha.

Na zdrowie!!

 

4 uwagi do wpisu “O Biedronce raz jeszcze.

  1. Generalnie notatki degustacyjne red Bońkowskiego są ciekawe, dobrze pisane, czasami ze swadą, ale bywa, że go poniesie. Chyba on kiedyś napisał o winie „chemiczny ali”, ponieważ było przesiarkowane. Użył tej personifikacji i zbrodniarz wojenny i morderca cywilów kurdyjskich utożsamiał przesiarkowane, chemiczne wino. Można inaczej, ale tak też można…

    Co red. Bońkowski miał na myśli z tym Marianem i Grażyną? Otóż, Grażyna jest prawdopodobnie sprzątaczką w gimnazjum, a jej mąż Marian pracuje na budowie, często sezonowo wyjeżdża do Niemiec na saksy. Mają wykształcenie niepełne średnie, mieszkają pod Zawierciem. Wiek około 50. Pijali wcześniej kadarkę bułgarską, potem carlo rossi, ale na imieninach zawsze piją jakieś francuskie wino. W Warszawie nie byli od 35 lat; raz jedyny byli w stolicy na wycieczce szkolnej, ale Warszawę znają dobrze z seriali. Nie trudno ich zadowolić, Marian w miejsce wina chętnie trzepnie 100 gram czystej, a Grażyna także, tylko w drinku z coca colą albo sokiem z jabłka. Piją sobie razem siedząc na kanapie i oglądają serial o miłości. Grażyna się wtedy rozmarza, czasami płacze; Marian śledzi wyłącznie wątki męskie, bo wychowywał się na rambo. Tę crianza wypili ze smakiem na grillu ze szwagrem Kazimierzem, jedli kiełbasę i karkówkę.
    Myślę, że red. Bońkowski dokonał interesującej próby wprowadzenia do publicznego obiegu marksistowskiej stratyfikacji klas, tych pijących wino. To bardzo ciekawe przedsięwzięcie intelektualne, ale „sortowanie” jest teraz modne. Jak tu nie lubić red. Bońkowskiego?

    1. Dziękuję za komentarz. Bardzo dobrze napisane, chociaż ja się z tym nie zgadzam. Oni raczej nie piją crianzy. Według mnie to dotyczy klasy średniej i wyższej (na pewno Warszawy, Krakowa, Tarnowa bo tutaj handlowałem winami ponad 15 lat). To im smakuje crianza. Nie tylko Crianza bo również Primitivo Sessantanni i wiele innych „komercyjnych” win, którymi red. Bońkowski „gardzi”. Pozdrawiam

  2. Choć często różnię się w opiniach od red. Bońkowskiego to tutaj raczej zgadzam się z Jarosławem. Już dawno red. Bońkowski nie miał tak zabawnego i trafnego wpisu. Myślę, że ani marian, ani grażyna nie czytają winicjatywy ani żadnych innych blogów winiarskich. To ludzie, którzy kierują się ceną (choć częściej promocją) i pewnym smakiem – lubią hiszpańskie przebeczkowane wina, bo dobrze im „wchodzą”. Będąc w biedronce
    grażyna mówi: może weźmiemy jakieś wino
    marian: a może czystą, zrobimy Ci drinka
    grażyna: daj spokój, jeszcze się stoczysz, lepiej kulturalnie napijemy się wina
    marian (trochę sfrustrowany): no dobra, to wybierz coś co nie będzie kwaśne
    grazyna: mają fajnego hiszpana i to jeszcze jest promocja
    Kupili wino, grażyna zadowolona bo ma co chciała, a marian w sumie też bo wydał mało kasy. Trzepną tą butelkę wina i wrócą za 2 dni po następną.

    1. Dziękuję za komentarz. Ja to jakoś inaczej odebrałem. Bo to nie pierwszy raz są tego typu uwagi w recenzjach red. Bońkowskiego. O winach możemy pisać co chcemy, ale o ludziach , zwłaszcza jeżeli uważamy ich za mniej rozgarniętych? Sytuowanych? Nie „znających” się? Co wzbudza największy śmiech publiki? Cudze nieszczęście. Jak się ktoś przewróci, zrobi sobie krzywdę. Tacy już jesteśmy. Ale od ludzi z pewną kulturą wymagam szacunku dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z winem. Przy czym nie uważam, że ten wtręt dotyczył tych początkujących z małych wsi i miasteczek. Bo po co by to redaktor pisał? Przecież oni nie czytają Winicjatywy. To dotyczyło „przeciwników politycznych” redaktora. Nazywam tak tych, którzy lubią wina łatwe (komercyjne), z dobrą punktacją Parkera albo WE czy „hochsztaplera” Maroniego. Nie lubisz „kwasu” jesteś Marianem i Grażyną. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz