Dlaczego istnieją wina niesprzedawalne?

Do tego wpisu zainspirowała mnie recenzja red. Bońkowskiego na Winicjatywie dotycząca wina Domaine Pitault Landry Bourgueil Les Terrasses 2013.

Właściwie, to ten fragment:

Uwielbiam loarskie Cabernet Franc i chciałbym pić je częściej – ale importerzy nie dają. Ten rodzaj wina jest wysoko na liście tzw. „niesprzedawalnych” – tzn. nie sprzedaje się sam, trzeba w to włożyć wysiłek edukacyjny, a to dla wielu naszych sprzedawców zbyt skomplikowane.

W tym zdaniu zostało zawarte oskarżenie importerów o brak wysiłku w edukacji klientów. To oskarżenie jest niesłuszne i krzywdzące.

Ja także bardzo lubię Cabernet Franc z Loary. Niestety nie są to wina łatwe. Popełniłem kiedyś ten błąd, że  do kilkunastu sklepów zakupiłem paletę znakomitego wina z apelacji Chinon, które otrzymało w Wine Spectator 92 pkt. Jak na rynek w USA cena 19 USD nie była zbyt wysoka, ale na naszej półce  89 zł było nie do zaakceptowania. Każdy klient był zdumiony, że wino bez beczki może być tak drogie. Udało nam się to wino sprzedać dopiero po przecenie o 50% albo inaczej, kiedy w cenie jednej butelki dawaliśmy 2 wina. I to pomimo tego, że zorganizowaliśmy w kilku sklepach dziesiątki degustacji. Byli nawet klienci, którym to wino bardzo smakowało, jednak nie  akceptowali ceny. A niestety Chinon to najdroższa apelacja z Loary i cena 44,50 zł nie pokrywała kosztów zakupu.

Dlatego to nie jest wina importerów, że istnieją wina niesprzedawalne. Są one po prostu zbyt trudne dla polskiego odbiorcy. Zachwyca się nimi co najwyżej kilku „znawców”.

Cena za Cabernet Franc w Leclercu jest okazyjna, bo wynosi 31,89 zł. Gdyby to wino było w Lidlu to w tej cenie na pewno bym je kupił. Jednak na jazdę 20 km do Leclerca na Ursynowie było mi zbyt ciężko. Jednak gdyby to wino było na półkach sklepów specjalistycznych wtedy kosztowałoby około 50-60 zł, co za wino dla przeciętnego „winopijcy” jest zbyt dużo. Na prezent się nie nadaje, bo jest trudne w odbiorze. Dlatego klienci wybierają na prezent Primitivo, bo to wino prawie każdemu obdarowanemu smakuje. Trzeba wypić „morze wina” aby polubić w końcu ten styl wina.

To nie jest kwestia edukacji a smaku.

Jest to właściwie niemożliwe, aby polubić ten styl wina, pijąc wino okazjonalnie. Będąc w Danii dziwiłem się temu, jak dużo na tym rynku sprzedaje się burgundów. Win trudnych w odbiorze. Tam rynek jest już dojrzały i klienci wypili już „morze” wina. U nas klienci często pytają o Pinot Noir, ale po degustacji rzadko decydują się na zakup. Najczęściej zrzucają winę na wysoką cenę, ale to nie jest całą prawdą. Po prostu im nie smakują. Primitivo za 60-100 zł sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Nie ma problemu wysokiej ceny.

Dodatkową przeszkodą w sprzedaży win trudnych (niesprzedawalnych) jest także to, że ten styl wina nie smakuje również sprzedawcom w sklepach specjalistycznych. Bo takich win im się po prostu nie serwuje na szkoleniach. Wchodzę do sklepu z tysiącem różnych win na półkach i pytam sprzedawcy, ile z tych win próbował, a on mi na to odpowiada, że kilka tych, które sobie sam kupił. Bo degustacje dla klientów są organizowane kilka razy w roku i jest na nich prezentowane po kilka win. To niewiele.

Dlatego dobrze, że chociaż istnieje Winicjatywa gdzie możemy poznać ciekawe wina nie zawsze znajdujące się na liście bestsellerów.

Na zdrowie!!

Dodaj komentarz