Wina VDP w niemieckim Lidlu

Kilka dni temu Winicjatywa donosiła na Twitterze o sensacji w niemieckim Lidlu.

A tymczasem w Niemczech…
Wina od absolutnej śmietanki: Weingut Ökonomierat Rebholz, Weingut Wittmann i Steffen Christmann trafiły do Lidla.

Winiarze bardzo się zdziwili. Lidl kupił od jednego z dystrybutorów. Pozostali klienci winiarzy są wściekli. Trwa rozplątywanie galimatiasu.

Mnie to o tyle zdziwiło, że red. Bońkowski za każdym razem podkreśla, że Lidl i Biedronka mają niskie ceny dlatego, że kupują duże ilości i dzięki temu mają duże upusty. Stąd różnice w cenie pomiędzy Lidlem a np. Mielżyńskim.

I nagle okazało się, że kupując od dystrybutora mają ceny dużo niższe niż „namaszczeni” dystrybutorzy. Ceny na 10 win GW (Gro­ßes Gewächs)GW (Gro­ßes Gewächs) są niższe o 17-23% od cen „normalnych”. Czyli narzut jest mniejszy przynajmniej o 30%. W Niemczech. A w Polsce przynajmniej o 50-80%?

Zehn Gewächse aus Deutsch­land hatte der Dis­coun­ter im Ange­bot sei­nes Wein-Onlineshops, einige mit minus 23 bzw. minus 17 Pro­zent gegen­über Normalpreis.

Czyli jest tak jak ja zawsze twierdziłem, dyskonty mają dużo niższe marzę. Stąd różnice w cenie. Oczywiście jest prawdą, że ceny dla Lidla albo Biedronki są niższe o 20-25% w związku ze skalą zakupów, ale marża także jest dużo niższa.

Lidl w Niemczech ma niższe ceny pomimo tego, że kupił wina od pośrednika. Czyli ceny zakupu nie są niższe niż pozostałych dystrybutorów, a wręcz wyższe, bo pośrednik musiał mieć jakąś, nawet niewielką marżę.

Teraz pozostali dystrybutorzy mają problem. Producenci także, bo Lidl to kupiec okazjonalny na tej klasy wina. Na szczęście to nie nasz problem. My mamy swoje własne.

 

Na zdrowie!!

 

20 uwag do wpisu “Wina VDP w niemieckim Lidlu

  1. Nie jest prawdą, że wina bezpośrednio u producenta kosztują mniej niż u pośredników. Często właśnie wielkie firmy kupują cale kontenery i później sprzedają taniej niż winiarze. Sam to przerabiałem na podstawie argentyńskiego Saurusa- hurtownia w Berlinie zaproponowała mi ceny niższe o 20-30%, do tego przy zakupie palety transport na terenie Niemiec był bezpłatny, co ma ogromne znaczenie, bo sprowadzenie palety z tak daleka jest praktycznie nieopłacalne. Na temat marży można się wypowiadać znając ceny ex-cellar, ale o tym wiedzą wszyscy prócz Pana, który za każdym razem bezpodstawnie oskarża polskich importerów o kosmiczne narzuty.

    1. Dziękuję za komentarz. Proszę podać, z jakich winnic Pan importował wina? Wyślę Panu ich ceny. Ja akurat importowałem wina ponad 20 lat i znam dokładnie ceny ex-cellar bardzo wielu producentów. Wiem, jakie miałem marże i jakie marże mają inni, dlatego się wypowiadam. Producenci, którzy odwiedzają Polskę, rozdają cenniki komu popadnie. Nie wiem, którego importera Pan reprezentuje. Nie znam firmy Saurus. Google także jej nie zna. Czy chodziło Panu o Familia Schroeder? Widocznie potraktowali Pana niepoważnie. Nikt nie może sprzedawać wina taniej niż producent. Niektórzy odbiorcy po prostu dostają duże niższe ceny zakupu od producenta. No właśnie, te 20-30% ze względu na skalę zakupów. Co w tym jest dziwnego? Trzeba było wybrać za dostawcę producenta win butikowych albo kupić pełny kontener. Natomiast VDP, a zwłaszcza GW nie są sprzedawane na kontenery. Co najwyżej na dziesiątki czy setki butelek. I ten argument jest nietrafiony. Nie oskarżam nikogo o kosmiczne narzuty, co najwyżej, duże rzędu 150-200%. Ceny, jakie są każdy widzi. Są zbyt wysokie dla polskiego konsumenta, dlatego prym wiodą dyskonty. A importerzy narzekają na małe obroty. Takie są fakty. Pozdrawiam

      1. Nie do końca się zgadzam. Kupowałem kiedyś od Tibor Gala bikavera, cena eksportowa netto 4,4 euro. Przy ówczesnym kursie euro około 4,2 i dodaniu VAT oraz akcyzy wychodzi około 23,70 bez kosztów transportu, a kilka zł trzeba dodać. W lidlu to wino kosztowało 24,99. Gdyby lidl kupował w tych samych cenach co przeciętny importer to nie miałby miejsca na marżę. Przypuszczam, choć mogę się mylić, że dostał rabat 20-30%. Co oznacza, że cennik eksportowy jest, ale są od niego upusty jak się pojawi duży zakup.
        Zatem wyobrażam sobie sytuację w której ogromny dystrybutor ma duży upust. Zakupił dużo wina i w pewnym momencie trochę się zastockował. Puszcza wino z marżą 20%, bo chce uwolnić półki co i tak jest niższą ceną niż cena eksportowa producenta. Producent, który już tak dużo tego wina nie ma (bo sprzedał je pośrednikom), sprzedaje w regularnej cenie eksportowej bez rabatu.
        Ale generalnie z wpisem się zgadzam, choć uważam że niska cena w lidlu jest wypadkową niskiej ceny zakupu podyktowanej jego wielkością oraz niskiej marży.

        1. Dokładnie. Ja też mam ceny win, które są w Biedronce albo Lidlu i nie ma możliwości aby były na półce w tej samej cenie. Ja też o tym napisałem. „Czyli jest tak jak ja zawsze twierdziłem, dyskonty mają dużo niższe marże. Stąd różnice w cenie. Oczywiście jest prawdą, że ceny dla Lidla albo Biedronki są niższe o 20-25% w związku ze skalą zakupów, ale marża także jest dużo niższa.”. Ale nie może być tak, że pośrednik, nawet największy sprzedaje wina taniej niż producent, bo wszystkie wina pochodzą od tego producenta. To oczywiście nie oznacza, że czasami opłaca się kupić wino od pośrednika, bo on ma dużo większy upust niż my możemy otrzymać.

          1. To prawda, tylko że właśnie Grzegorz o tej sytuacji napisał w której czasem wielcy pośrednicy mają lepsze ceny niż producenci:
            „Nie jest prawdą, że wina bezpośrednio u producenta kosztują mniej niż u pośredników. Często właśnie wielkie firmy kupują cale kontenery i później sprzedają taniej niż winiarze.”
            Myślę, że to jest bolączka małych importerów, których zakupy są na tyle małe, że nie są w stanie wywalczyć lepszych cen bezpośrednio u producenta, bo szanujący się producent ma pewne sztywne zasady, a pośrednik już nie i może manipulować ofertą, żeby przyciągać małych importerów.
            Zresztą zachowanie lidla jest podobne do sieci społem gdzie na większości produktów obowiązuje stały narzut 28,5%, dlatego zarabiają oni głównie na obrocie. Dlatego też lidle zarabiając na winie te 20-30% co przy tanich winach daje 2-3zł musi ich sprzedać naprawdę dużo, bo gdyby miało tego zejść 100 butelek to szkoda zachodu. Jedocześnie mały importer sprzedając 100 butelek konkretnego wina jest kontent, dlatego nie może sobie pozwolić na 2-3zł na flaszce. Do tego okazuje się, że kupuje wina w tej samej cenie co klienci detaliczni w lidlu. Jak podałem przykład Tibora. oczywiście nie bronię importerów, bo mogliby chociaż wyrównać ceny do tych oferowanych w cennikach detalicznych za granicą. Myślę, że naprawdę to mogłoby otworzyć drzwi do ogromnego wzrostu sprzedaży w PL.

          2. To ostatnie zdanie stanowi całe clou tego, o czym ja marzę „mogliby chociaż wyrównać ceny do tych oferowanych w cennikach detalicznych za granicą. Myślę, że naprawdę to mogłoby otworzyć drzwi do ogromnego wzrostu sprzedaży w PL.” Nic więcej nie potrzebujemy. Jak wiemy, w Warszawie sieci sklepów importerskich poszerzają raczej ofertę o alkohole mocne, stając się bardziej sklepami monopolowymi niż winotekami, zamiast obniżać ceny.

          3. W mniejszych miejscowościach jest podobnie, coraz większa oferta piw z tzw. domowych browarów, które obecnie są bardzo modne i na których można „przyłożyć” bo jest popyt a konkurencja stosunkowo mała. W winach widać coraz większą specjalizację i podwyższenie poziomu cenowego do min 30zł. Ktoś mi kiedyś mówił, że w warszawie powstał lokal-restauracja który serwował topowe wina z toskani w cenach tamtejszych, np. Castello di ama kosztowało bodajże 85zł.
            Przydałoby się promować w necie takie oferty. Jakby mi ktoś zrobił w PL takie same ceny jak zagraniczny sklep internetowy, to pisałbym o tym gdzie się da.
            A tak to trzeba jak pisał red. Bońkowski kupować pseudo-legalnie za granicą.

  2. Hejtowanie Mielżyńskiego za wysokie ceny win mija się z celem. A to dlatego, że ma zupełnie inną grupę odbiorców niż dyskonty. Krytyką się nie przejmie, bo i tak swoje wina sprzeda.

    1. Dziękuję za komentarz. Moim celem nie jest hejtowanie kogokolwiek. W szczególności Mielżyńskiego, bo akurat Mielżyński ma ceny przyzwoite. Szanuję go za stworzenie znakomitego konceptu. Co nie znaczy że oszczędzę mu czasem krytyki. Akurat w tym wpisie nie miałem go w ogóle na myśli. On mieści się w dolnej skali narzutów naszych importerów. Co nie znaczy, że nie mogłoby być trochę taniej, zwłaszcza w czasie promocji. Ten wpis dedykuję red. Bońkowskiemu, który broni naszych importerów jak niepodległości. Jakby potrzebowali jego obrony? Zresztą głupio, bo stara nam się wmówić, że oni mają takie same narzuty jak dyskonty. A to jest nieprawda. Mielżyńskiemu nikt nie może zaszkodzić, bo jego pozycja jest bardzo mocna. Zwłaszcza jeżeli chodzi o segment premium. Co najwyżej, każdy może mu tylko pozazdrościć. Jeśli chodzi o krytykę, to ludzie którzy odnoszą sukces, przejmują się krytyką i to bardzo. Co nie znaczy, że z tej krytyki wynika dla nich coś złego. Pozdrawiam

  3. Skoro importował Pan wina przez 20 lat, zapewne Pan doskonale wie, że wszelkie cenniki rozdawane przez producentów niewiele mówią o końcowej cenie, bo ta zależy od wielu czynników, zwłaszcza od ilości i częstotliwości zamówienia. Gdybym chciał sprzedawać wina tylko i wyłącznie w sklepie firmowym, tak jak to robią dyskonty czy markety, mógłbym mieć nieco niższe ceny, ale wprowadzając wina do innych miejsc w Polsce, nie bardzo mogę sobie na pozwolić, bowiem wtedy oni musieliby być cenę sporą wyższą od naszej, przez co przestaliby ode mnie kupować. Nie będę wchodził w szczegóły importu wina w Polsce, bo temat był przerabiany setki razy, ale mam pytanie; dlaczego Pan zrezygnował ze sprzedaży wina? Bez obrazy, ale osoba, która wypadła z branży, ale wciąż poucza pozostałych importerów, jak należy prowadzić sprzedaż i dystrybucję, jest dla mnie zupełnie niewiarygodna. Podobne wnioski nasuwają się z Pana wpisów, gdzie atakuje Pan oceny wystawiane przez innych, zwłaszcza tych na Winicjatywie. „Wczoraj wypiłem dwa wina z Auchan…”, drugi cytat; „Chociaż Winicjatywa testowała tylko 110 win z kilkuset dostępnych i wcale nie jest powiedziane, że znalazła wszystkie perełki.”. Wielokrotnie zarzuca Pan innych, zwłaszcza redaktorowi Bońkowskiemu, nieobiektywność, złe rozeznania w temacie, czy nawet braki w winiarskiej edukacji. Jednocześnie często sam Pan przyznaje, że nie degustował danego wina, ale z doświadczenia wie Pan, że zasługuje ono na wyższą lub niższą ocenę. Kiedy po raz pierwszy natknąłem się na Pański blog sądziłem, że pojawił ktoś z nowatorskim podejściem do winiarskiego biznesu w naszym kraju. Niestety obecnie widzę, że zamiast pisaniem recenzji o danym winie, zajmuje się Pan jedynie bezpardonowymi atakami na importerów- czy nawet ostatnio na innych blogerów- , a z drugiej strony wychwala pod niebiosa ofertą i strategię sprzedaży dyskontów.

    1. Dziękuję za komentarz. Z pewnością ma Pan dużo racji. Właściwie to mogę przyjąć wszystkie zarzuty jako słuszne. Jeśli mi Pan poda firmę i jakie Pan ma wina, to będę mógł dokonać analizy Pana oferty. Odnośnie do red. Bońkowskiego to nie zarzucam mu braku winiarskiej edukacji, bo jego dorobek jest ogromny. Jest niekwestionowanym autorytetem winiarskim i dlatego od niego wymagam więcej niż od innych. Red. Bońkowski sam dokonuje bezpardonowych ocen pracy innych ludzi, dlaczego ja nie mam być szczery w moich ocenach? Mam często inny gust niż on, zapewne mniej wyrobiony i wyedukowany, tzn. bardziej Kowalskiego. Wcale nie twierdziłem, że jestem poza branżą. Skąd miałbym aktualne oferty? Uwaga o cennikach była po to, aby pokazać, że prawie wszyscy z branży znamy ceny zakupu konkurencji, bez podawania konkretów, bo to byłoby nieeleganckie w stosunku do producentów. Na razie postanowiłem zabrać głos w dyskusji poprzez mój blog. Zarzucam red. Bońkowksiemu arogancje, bufonadę i często brak logiki, co nie znaczy, że sam jestem wolny od tych wad. Czasami te wady znajdują odzwierciedlenie w moich wpisach. Nikt nie jest wolny od wad. Nie zarzucam mu braku obiektywizmu, bo każdy gust jest subiektywny. Co najwyżej brak konsekwencji, logiki i nierówności w traktowaniu różnych podmiotów. Jeżeli Winicjatywa testowała 110 win z kilkuset jak sam napisał red. Bońkowski, to chyba uwaga o tym, że „wcale nie jest powiedziane, że znalazła wszystkie perełki.” jest słuszne. Uważam, że ktoś inny może znaleźć kolejne perełki. Co w tym złego albo nielogicznego? To red. Bońkowski wykazuje pogardę i brak szacunku dla wielu mniejszych i większych konkursów winiarskich i wielu krytyków. Czy czyta Pan wszystkie dyskusje na forum Winicjatywy? Dlaczego on ma być wolny od krytyki? Nie zamierzam pisać kolejnych recenzji o winach, bo to robi już wiele innych blogów. Nie chcę pisać kolejnej, 25-ej recenzji tego samego wina. Co to miałoby wnosić nowego dla czytelnika? Co nie znaczy, że nie chciałbym na każdy weekend polecić jakiegoś wina z tych, które piłem i uważam za najciekawsze? Oczywiście z tych dostępnych na naszym rynku i to w szerokiej dystrybucji, czyli na ogół w dyskontach. Polecam te wina, które kupuję. Nie wiem, czy moje ataki są bezpardonowe i na których importerów? Na których blogerów ? O który wpis Panu chodzi? Często prezentuję recenzje innych blogerów, po to, aby czytelnik miał pełniejszy obraz tego, że oceny mogą być czasem podobne, a czasem różne. Zawsze z szacunkiem. Nie przypominam sobie jakiejś krytyki. Jeżeli chodzi o dylematy importera to znam je bardzo dobrze i sam szukam najlepszego rozwiązania, aby dystrybucja była możliwie szeroka. To jest proces trudny i złożony i obecnie nad nim pracuję. Jeżeli chce Pan porady to służę pomocą (bezpłatną). Nie interesuje mnie prowadzenie sklepu czy nawet sieci sklepów, bo już to przerabiałem. Przynajmniej nie w takiej formie, jak te, które funkcjonują obecnie. Pozdrawiam

  4. A dla mnie Krzysztof Majer jest wiarygodny, a Grzegorz Zdziebczok wiarygodny nie jest. Reprezentuje swój interes i ma w tym cel, aby bronić polityki cenowej polskich importerów. Uzasadniać ją na różne sposoby, dając jakieś niby przykłady. Narzuty 100% to u polskich importerów standard, dlatego wina w Polsce są drogie. Przykładów jest cała masa. Algorytm jest dość prosty: wino kupione u producenta za 5 euro wystawiane jest za 50 zł dla klienta końcowego, a restauracja kupuje to wino za jakieś 39 zł. Ten dwuprogowy system jest archaiczny i też jest przyczyną drożyzny. Wszyscy powinni kupować za te przykładowe 39 zł, a restauracja może sobie sprzedawać za 120 zł, zresztą najczęściej tak właśnie robi.

    Krzysztof prowadzi bardzo ciekawy blog i komentuje, radzi czytelnikom jakie wina kupować, pisze też o cenach i bardzo dobrze, że tak robi. Nie jest ani napastliwy ani arogancki. Pisząc o cenach podpada oczywiście importerom, stad takie wpisy jak wyżej.

    Dyskonty stosują ceny europejskie i dlatego importerzy ich nie lubią. To zrozumiałe zresztą, to bardzo groźny konkurent. Zdominował rynek w segmencie do 30 zł zupełnie. Importerzy oferują wina tzw. premium, to im zostało, sprzedają drogo, bo na razie nic ich nie zmusza do obniżania cen. W tym kontekście zachowują się racjonalnie, ale takie podejście jest różne od innych europejskich rynków. Krzysztof nie nakazuje komuś obniżania cen, nikogo nie poucza. Ocenia wino, porównuje ceny, wskazuje miejsca gdzie można zakupić coś ciekawego w dobrych cenach. Dobrze, że taki blog się pojawił.

    Domyślam się, że Krzysztof także sprzedaje wino w dobrych cenach i także jest konkurentem dla innych importerów. Może i ten fakt irytować kogoś, kto czyta o tym, że ma wysokie ceny, a pisze teksty człowiek (Krzysztof), który też importuje, a „kala gniazdo”.

    1. Dziękuję za komentarz. Gdyby narzut był tylko 100% biorąc pod uwagę ceny ex-work, do ceny na półce, to mielibyśmy ceny europejskie. 100% narzutu mają same sklepy specjalistyczne, do cen hurtowych (importera). Czasem nawet wyższe. Do tego importerzy mają większe narzuty, bo sklepy, a zwłaszcza restauracje płacą …bardzo ociężale. Powiedzmy 50%. W sumie wychodzi 200% narzutu. Wobec tego cena końcowa jest taka, jaka jest. Mam nadzieję, że jakoś wspólnie uda nam się to zmienić. Jestem na razie na początku drogi, ale to jest dla mnie obecnie najważniejsze zadanie. Przecież wolałbym pisać o znakomitych winach po 25-35 zł w winotekach!! Takie wina narazie nie istnieją. Pozdrawiam

  5. Tylko mnie się wydaje, że importerzy prowadzą właśnie sklepy specjalistyczne, także w necie. Może najczęściej. Ja od wielu lat nie kupuje w polskich sklepach specjalistycznych, ale w restauracjach wino kupuje i widzę te ceny, które są kosmiczne. Wino sprzedawane za kilka euro przez producenta kosztuje np. 120 zł. Kiedyś będąc w podobno drogiej Toskanii zauważyłem, że ceny win są podobne, zarówno restauracji michlenowskiej i zwykłej knajpie przy drodze. Owszem dobre CC kosztuje ponad 20 euro, ale tą cenę stara się trzymać większość. Podoba mi się to. Może kiedyś i u nas tak będzie…

  6. Ciekawa dyskusja się wytworzyła, wiec się przyłączam. Ceny win w restauracjach czy sklepach specjalistycznych na zachodzie są owszem o wiele bardziej atrakcyjne niż w Polsce, ale przeważnie dotyczy to jedynie win z danego kraju. Kiedy będąc w odwiedzinach u rodziny, robiłem zakupy w Winotece w Wuppertalu, to wziąłem sporo win niemieckich i austriackich, bo u nas musiałbym za nie zapłacić sporo więcej, ale ceny win francuskich czy włoskich już nie były takie atrakcyjne- pomimo, iż Niemieccy importerzy nie „bawią się” w naklejanie banderole- i wydawały mi się podobne jak w Polsce. Często bywam w Pradze i zawsze zachodzę do wybranych miejsc na kieliszek wina, ale tylko czeskiego lub morawskiego, bo nie dość, że win z innych krajów jest jak na lekarstwo, to jeszcze kosztują przynajmniej o połowę więcej. Podobnie sprawa ma się z innymi alkoholami. W Anglii za polskie piwo trzeba zapłacić dwa razy tyle, co za dowolne piwo z Wysp. W naszym kraju za to Tyskie, Żywiec czy Lech w restauracji ma cenę znacznie niższą niż na przykład Pilzner, Kozel czy Guinness. Bodajże na Winicjatywa była już o tym mowa, że ceny win w Polsce należy porównywać z cenami w Anglii czy Skandynawii, a po tym co widziałem w Londynie czy Kopenhadze, to nie mamy się czego wstydzić 🙂

    1. W Wielkiej Brytanii akcyza jest dużo wyższa niż w Polsce i wynosi 262,56 euro za hl, czyli około 10 zł za butelkę. U nas 1,185 zł. Przy winach za 2 euro różnica jest ogromna. W Danii wino także jest dużo tańsze niż u nas. Kiedyś, chyba na Winicjatywie, widziałem listę cen win w Danii. Ja porównuję nasze ceny do cen win francuskich, włoskich i hiszpańskich w Niemczech. Wiadomo,że wina niemieckie będą tam najtańsze. Austriackie w Austrii itd. Polacy kupują w Niemczech wina z RPA, Australii, Argentyny, USA. Jeśli jesteś w Niemczech polecam sklepy Jaques Wein Depot. Ponad 30% wina poniżej 7,50 euro. Natomiast jesli chodzi ceny na win włoskich, to spokojnie można osiągnąć poziom cen z włoskich winotek. Tam marże są wyższe niż we Francji czy Hiszpanii.

  7. Nie jestem miłośnikiem wina z Nowego Świata, ale widziałem na paru butelkach info, że importerem jest niemiecka firma z Berlina czy Hamburga. Nic więc dziwnego, że wina zza oceanu mają w Niemczech świetne ceny. Byłeś kiedyś w Kopenhadze? Ja kilkakrotnie i nigdy nie skusiłem się choćby na kieliszek wina, bi ceny są więcej niż burżujskie. Nie wspominam o cenach w Oslo, bo Skandynawia to specyficzna kraina pod względem sprzedaży alkoholu. Koszt akcyzy w Polsce nie jest wysoki, za to problem są banderole. Niejaki Grzegorz Owca zajmujący się pomocą dla importerów przy rzeczach związanych UC, wyliczył, że sama wysyłka banderoli do producentów- według prawa paczka musi być odpowiednio ubezpieczona- to kilkaset złotych rocznie. Do tego wielcy gracze mają od tego szereg ludzi, a mali importerzy zwykle muszą się tym zajmować, bo ich nie, żeby zatrudnić do tego pracownika. Podobnie z transportem; Lidl czy Biedronka mają własną flotę samochód, przez co znacznie płacą w przeliczeniu na butelkę niż „zwykli” importerzy. Nie bronie nikogo, bo sam najczęściej robię zakupy za granicą, nie chcąc w Polsce przepłacać ale byłbym ostrożny ze stwierdzeniem, iż marże na wina są w Polsce znacznie wyższe niż w innych krajach. To raczej koszty związane z transportem i akcyzą są bardzo duże, co znacząco podnosi cenę wina.

Dodaj komentarz