Cava Arestel kontra szampan Canard-Duchêne Charles VII Blanc de Blancs

Wczoraj na forum dyskusyjnym Winicjatywy  po jej wpisie Panel szampany do 150 zł znalazłem bardzo ciekawą wymianę opinii o winach musujących. Porównano w nich Cavę Arestel Demi Sec z Lidla do szampana Canard-Duchêne Charles VII Blanc de Blancs.

Przez ten okres udało się pokosztować trzech win musujących. Pierwsze z nich na Sylwestra to naprawdę udana cava, Arestel, ale semi-seco, krągła, owocowa, z miłym utlenieniem, a nawet ziemistością na finiszu. W Nowy Rok pękła Oreanda półsłodka czyli historycznie uwarunkowana, mieszanka Chardonnay, Sauvignon Blanc, Aligote i Pinot Blanc, mocno gruszkowa, świeża, niewątpliwy hit, ale do dostania tylko na Krymie. Również w Nowy Rok na koncercie noworocznym uraczono nas Canard-Duchêne Charles VII Blanc de Blancs i niestety była to najgorsza oferta, wino choć broniło się słodyczą, dawało jakie takie pojęcie o szczepie, było przykryte metalem i mocniej utlenione niż Arestel. Tak więc nie zawsze tani czy drogi szampan (w przypadku Canard’a jest to kwota jakieś 260zł) wypadnie lepiej niż najtańsze wina musujące.

Nie piłem tego szampana, ale piłem cavę Arestel semi seco i niestety, mnie nie smakowała!

Co nie znaczy, że nie może komuś innemu smakować bardziej niż dobry szampan. Na tym właśnie polega „fenomen” szampana, że są tacy, którym one po prostu nie smakują. Są jego wielbiciele, ale i zagorzali przeciwnicy. Ja należę do jego wielbicieli!! Im lepszy szampan, tym bardziej kwasowy, mineralny i wapienny.

Dlatego ta opinia, chociaż mocno kontrowersyjna, mnie nie dziwi.

Natomiast zdziwiła mnie i to bardzo informacja podana przez red. Naczelnego Winicjatywy, że Cavę Arestel można kupić w hurcie po 1 euro!!

Dlatego napisałem, że najprawdopodobniej miał Pan zepsutą butelkę. Gdyby Pan ocenił prawidłową butelkę rocznikowego szampana cuvée de prestige (nawet słabego) niżej niż oranżadkę Arestel sprzedawaną w hurcie po 1€, to znaczyłoby że umykają Panu istotne parametry jakościowe win musujących. Na przykład utlenienia vs. autolitycznego dojrzewania na osadzie.

Jeśli to jest prawda, to zamawiam 1000 butelek!

Niestety, nie jest to prawda. Tutaj chodzi o dyskredytację Lidla, sugerując, że cena cavy Arestel na półce 16,99 czy 19,99 zł bierze się z niezwykle niskiej ceny zakupu, wynoszącej 1 euro. Cena eksportowa może oscylować wokół 1,5-1,7 euro, ale na pewno nie cena hurtowa. Cena hurtowa to całkiem inne pojęcie i nie dotyczy importu, tylko dystrybucji. Z tego, co napisał red. Naczelny, wynikałoby, że Lidl kupuje wino za 1 euro a sprzedaje po 16,99 zł albo 19,99 zł.

Bardzo niska cena eksportowa to 2 euro.  Cava od małego producenta kosztuje na eksport pomiędzy 3,5-4,5 euro. Te najlepsze kosztują nawet powyżej 10 euro.

Na zdrowie!!

 

4 uwagi do wpisu “Cava Arestel kontra szampan Canard-Duchêne Charles VII Blanc de Blancs

  1. Miło być wywołanym do tablicy:) To, że tak się zdarzyło, to tylko zbieg okoliczności. Cavę kupiłem, bo dawno nie piłem i chciałem sobie przypomnieć, a cena 14,99 była bardziej niż atrakcyjna (dlatego też druga flaszka odłożona na koniec tego roku). Oreandę dostałem i miała już dwa lata, a ponieważ pomny doświadczeń z szampanem odeskim, który otworzyłem po 3-ch latach-a niestety nie było to na korzyść wina, barwa oranżowa, nuty tokajskie i bardzo nikłe musowanie, wolałem dmuchać na zimne.
    Nie uważam jednakże, że jest to znakomita cava, a kudy jej do Freixenet czy Codorniu, aczkolwiek w ogólnym rozrachunku uplasowała się na miejscu drugim, po Oreandrze.

    Dlaczego szampan wypadł tak słabo? Najprawdopodobniej butelki były „trafione”, bo też i nikt ze zgromadzonych osób na koncercie noworocznycm nie piał z zachwytu, czyli każda z około 20-tu butelek zawierała tę samą ciecz. Poza utlenieniem, szampan ten nie posiadał żadnych z cech, które Pan podaje, był raczej słodkawy-przejrzała gruszka, destylat Williams ewentualnie kierunek pommeau de Charentes, jakby rozcieńczony, bąbelków mało, za to zbyt długo utrzymująca się czapa piany, jak w piwie i nieprzyjemnie metaliczny, wręcz żelazisty finisz. Jeśli będę miał możliwość skosztowania innej, oby lepszej partii (wszak to szacowny dom szampański. a przynajmniej za takowy jest uważany), z pewnością wyrażę swoją opinię. Już Andre Goichot demi-sec, który nie jest szampanem, był o niebo lepszy od niego, że nie wspomnę o cav’ie Arestel.

    1. Dziękuję za komentarz. Szampan wypadł słabo, bo był pity w „towarzystwie” innych win o innej kwasowości i z różną zawartością cukru. Ja zwracam często uwagę, że szampan w większości przypadków smakuje mniej niż inne wina musujące. Nadaje się najbardziej jako aperitif i do przekąsek. Gdybym dziesięciu moim znajomym dał do porównania Cavę Arestel i szampana, to 9 na 10 wybrałoby Cavę jako wino lepsze. Odczucie smaku jest subiektywne, ale i względne. Kwaśne po kwaśniejszym jest już „słodkawe”. Spotkałem producentów szampana, którzy nie produkują wersji demi sec jako nie „szampańskiej”. A nas najlepiej schodzą szampany demi sec. Ja uwielbiam dużą kwasowość, stąd moja „miłość” do szampana. To chyba dotyczy wszystkich „ostrych winopijców” Chyba muszę zorganizować warsztaty „szampan czy wina musujące”, gdzie będzie można poznać różne style win musujących i je ze sobą porównać. Z mojej praktyki, przeżyłem setki pytań o tzw. wino śliwkowe do sushi. Wtedy podaję przykład coca-coli. Nie jest winem, a jest smaczna Tak samo, jak ten koktajl o smaku śliwkowym. Pozdrawiam.

  2. Oreandę piliśmy do obiadu, więc mogła przykryć szampana, który został zaserwowany parę godzin raptem później. Przywiązanie do demi-sec może brać się stąd, że z win musujących, jakie były dostępne w ubiegłej epoce, pozostały nam smaki win słodkich-półsłodkich-półwytrawnych a Igristoje i nieśmiało spumante miały w tym swój udział. Zresztą, jeśli popatrzy się na produkcję win musujących czy w Odessie czy na Krymie, najpopularniejsze dziś są również wersje „pół.”
    Z drugiej strony, brut i brut natur to tradycyjna bardziej współczesna (koniec XIX-go wieku) i stąd zmiana w szampanie na bardziej wytrawny, bardziej właśnie pod aperitif, de facto pity w mniejszej ilości na początku przyjęcia, a nie tak jak kiedyś na końcu „na kosze”, o czym wspominał Radziwiłł „Panie Kochanku.”.
    Zmiana, która dotyczyła innych trunków-wystarczy porównać słodycz dzisiejszych likierów, a ówczesnych czy „panowanie” miodowych oleistych win tokajskich, które dziś ustępują miejsca wytrawnym tokajom (kiedyś to brzmiało jak oksymoron).
    Ma Pan na myśli Umeshu? Jakby się za to nie zabierać jest to jednak likier, tak samo jak sake nie jest ani wódką, ani winem, choć to wszystko może li tylko wynikać z niedoinformowania pytających i niewątpliwej niszowości samych trunków.
    Takie warsztaty na pewno by się przydały, że właśnie „odczarować” troszkę tego szampana choćby.

    1. Miałem na myśli najtańszy koktajl z Niemiec à la Choya, który kosztuje 1.5 euro na eksport, a sprzedawany jest w sklepach specjalistycznych po 39 zł, a w restauracjach Sushi po 10 zł za kieliszek. Pytania były o „wino śliwkowe”. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz