Dobra Zmiana dotarła na Winicjatywę

Od kilku dni linki do moich wpisów zniknęły z blogosfery na Winicjatywie.

 

Winicjatywa doszlusowała do oficjalnego trendu Dobrej Zmiany, czyli wycina i cenzuruje opozycję (konkurencję).

Tylko oni mają monopol na reklamę win, które recenzują. Recenzują wina, które reklamują na swoim portalu, a konkurentów wycinają z blogosfery.

Nie widzę w tym wielkiego bólu dla siebie, ale zapytałem o powód tej cenzury i otrzymałem odpowiedź od „winnego guru”:

wg naszych informacji na stronie bloga rozpoczął Pan sprzedaż win i część wpisów to de facto reklamy win oferowanych w sprzedaży, a zasadą ujęcia blogów w naszym czytniku jest ich niekomercyjny charakter – nie uwzględniamy np. blogów prowadzonych na stronach importerów.

Jak przystało na Dobrą Zmianę, w tym zdaniu jest dużo prawdy, półprawdy i nieprawdy. Całość zgrabnie wymieszane.

Hm. Co to znaczy nie komercyjny charakter? Winicjatywa to nie jest przedsięwzięcie komercyjne? Ha, ha, ha. Jeżeli na blogu występują reklamy samochodów albo innych produktów to nie jest komercyjne? Czy Winicjatywa recenzuje wina, których nie ma w sprzedaży? Czy tutaj chodzi bardziej o ochronę własnych interesów? Ależ oczywiście.

Na Winicjatywie wszystkie wpisy są reklamą win oferowanych w sprzedaży. Z tego żyje Winicjatywa. Recenzuje np. wina od Mielżyńskiego umieszczając jego reklamę na swoim portalu.

Teraz do tego dołączył Ferment.

Otrzymując za darmo wina do recenzowania, de facto żyje z tych darowizn, reklamując tym samym importerów i producentów.

Zarzucają innym np. Luca Maroniemu, że pobiera opłaty za recenzje, sami działając w podobny sposób. Może tylko nie pobierają opłaty, bo nikt nie chce (na razie) płacić. Ich wpływ na sprzedaż jest mizerny. Oczywiście z wyjątkiem dyskontów i superhiper marketów. Do innych sklepów „koń z kulawą nogą” nie zaglądnie.

Doczekałem się wreszcie uznania za groźnego konkurenta, dlatego moje recenzje musiały zniknąć z blogosfery. Uznaję to za pretekst i dziękuję za uznanie mojej coraz większej roli na rynku recenzji win z segmentu dyskontów, w którym Winicjatywa chciałaby dominować.

Niestety dzisiaj wpisując którekolwiek wino, którego recenzję umieściłem, na pierwszym miejscu w wyszukiwarce widnieje moja recenzja, a nie Winicjatywy. To musiało boleć.

Ja im się nie dziwię, bo po co hodować na swoim łonie konkurencję? Z tym że to powinno być zapisane w regulaminie blogosfery. „Tylko my mamy monopol na życie z wina”. Pozostali mają żyć z innej działalności, a blogowanie może być tylko pasją, a opisywane wina mają pochodzić głównie z darowizny importerów lub degustacji organizowanych przez tych pierwszych? Prawie nikt nie kupuje win, które opisuje/recenzuje. Czyli mogą być drogie, bo my ich sami nie kupujemy. Co to za różnica, że w Polsce jest dwa razy drożej niż w Hiszpanii, skoro ja nie płacę? „Wtedy mogę być bardziej obiektywny”. No bo jak nie płacę, to nie ma znaczenia cena, liczy się tylko samo wino. Ha, ha, ha. Wielka, ogromna obłuda.

Wielokrotnie miałem zastrzeżenia do obiektywizmu Winicjatywy, ale starałem się unikać starcia, bo i tak tego nie zmienię. Żyje głównie z tego, co im skapnie od importerów.

Czasami przy degustacji win z Biedronki dokupią kilka, jeżeli nie otrzymali wszystkich do za darmo. Cała reszta to gratisy przekazywane za darmo do degustacji.

Blogosfera to główne źródło generowania ruchu na Winicjatywie. Dzięki wpisom wielu blogerów liczba wejść jest wielokrotnie wyższa niż na artykuły macierzyste .

Wiadomo, że większość blogów byłaby nieobecna na rynku bez blogosfery, natomiast to Winicjatywa potrzebuje bardziej blogerów niż blogerzy ją.

Blogerzy dzięki blogosferze mają kilku, kilkudziesięciu czytających a Winicjatywa tysiące odwiedzin więcej.

Ja sam potrafiłem odwiedzić 10 blogów dziennie, czyli ja jeden generowałem ponad 10 odsłon.

Dzięki temu mogła pochwalić się ponad pół milionem użytkowników i ponad 5 milionami odsłon. Z tych 5 milionów ponad 4 miliony prawdopodobnie zawdzięcza blogosferze. Blogerzy powinni mieć tego świadomość. Gdyby zniknęła blogosfera, to zniknęłaby i Winicjatywa.

Jednak kiedy ktoś tak jak ja osiąga po roku ruch rzędu 1/4 Wincjatywy staje się groźny i trzeba go wyciąć.

Spędziłem z Winicjatywą ponad rok i dzięki temu ja także mogłem rozwinąć mój blog. Od udziału 80% generowanego ruchu w zeszłym roku, do poniżej 10% z końcem września. Moja obecność na blogosferze i tak nie miała dla mnie już kluczowego znaczenia. Chodzi mi tylko o hipokryzję „władzy” jaką wykazała Winicjatywa. Ustalając zasady, że „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”.

Zapominając o tym, że kilka lat temu sama była „smrodem”.

Jeszcze długo nie będzie ciekawych wpisów i analiz na Winicjatywie bo wszystkie wpisy dotyczą wyjazdów sponsorowanych przez producentów, a recenzowane wina są podarowane przez importerów.

Winicjatywa jest odbiciem naszego rynku. Małego i drogiego, bo mało konkurencyjnego.

Pragnę jednak podziękować Winicjatywie za to, że ponad rok wykorzystywała moje wpisy do zwiększania ruchu na swoim portalu, co dało mi możliwość zaistnienia w przestrzeni winiarskiej.

Oczywiście odegrała dla mnie dużo większą rolę wspierającą niż ja dla niej. Ja byłem jednym z setki (?) generujących ruch, a oni głównym motorem mojego wzrostu.

Wycinając mnie, nie odczują spadku odsłon, natomiast zniknął jedyny (chyba?) krytyczny blog z ich portalu, co zapewne odnotują z ulgą wspierający hojnie próbkami (drodzy) importerzy. Już nikt im nie zarzuci, że są drodzy. Ha, ha, ha.

 

Na zdrowie!!

Jedna uwaga do wpisu “Dobra Zmiana dotarła na Winicjatywę

  1. Dziwię się, że np. Magazyn Wino jeszcze nie wpadł na pomysł, by zrobić ramkę blogerów na tytułowej stronie. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze na poważnie bierze rekomendacje Bońkowskiego.

Dodaj komentarz